Palenie żuru w Zielonej Wsi
Palenie żuru to zwyczaj, który odbywa się na Hazach/Chazach w Wielki Czwartek. Corocznie podczas tego dnia w jednej z miejscowości regionu odbywa się inscenizacja dawnego zwyczaju według scenariusza opracowanego przez zespół „Wiesieloki” w latach 80. XX wieku. Widowisku towarzyszy folklorystyczna oprawa, muzyka dudziarska, pieśni i tańce.
Tegoroczne palenie żuru odbyło się w Zielonej Wsi. W wielkoczwartkowy wieczór mieszkańcy udali się do kościoła parafialnego p.w. św. Floriana na mszę świętą upamiętniającą ustanowienie sakramentów Eucharystii i kapłaństwa. Po nabożeństwie pod kościołem utworzony został korowód, na czele którego szli muzycy przygrywający na dudach i skrzypcach, oraz członkowie zespołu w strojach ludowych biorący udział w inscenizacji zwyczaju. W dalszej kolejności podążali mieszkańcy i goście.
Zgodnie ze scenariuszem główną rolę w zwyczaju odegrała grupa chłopców, którzy wybrali spośród siebie najmłodszego, biorącego udział w zwyczaju po raz pierwszy. Musiał on nieść na plecach gliniany garnek z żurem, którego należało się pozbyć. To symboliczne pożegnanie znienawidzonej potrawy, która była głównym pożywieniem chłopów w okresie Wielkiego Postu. Gdy chłopiec z żurem na plecach zbliżył się do wykopanego dołka, garnek niespodziewanie został rozbity. Zwyczajowo żur oblewał ofiarę. Starsi chłopcy pocieszali nowicjusza, że za rok, to on będzie kopał dołek, a oblany zostanie ktoś inny. Po rozpaleniu ogniska chłopcy podpalali stare miotły, którymi zataczali ogniste kręgi.
Widowisku towarzyszyły pokazy ludowych tańców i pieśni śpiewane przez grupę dziewcząt. Jedna z nich smagała chłopców po nogach gałązką. W polskiej tradycji takie rytualne uderzanie miało zapewnić zdrowie i witalność w nadchodzącym roku. Przy dźwiękach dud i skrzypiec pary wirowały na tle zachodzącego słońca.
Jednym z ważniejszych elementów wydarzenia było rozpalenie przygotowanego wcześniej dużego stosu drewna, nad którego przebiegiem czuwali strażacy. Palenie ognisk w Wielki Czwartek to zwyczaj popularny na Hazach/Chazach do dziś, o czym zaświadczyć mogły widoczne na horyzoncie ogniska palone w pobliskich wsiach. Jak mówią mieszkańcy palono w nich niepotrzebne rzeczy zebrane podczas wiosennych porządków. Strzelające na wiele metrów w górę płomienie, blask ognia i rozchodzące się ciepło tworzyły niezwykłą atmosferę wiosennego wieczoru. Gdy ogień zaczął przygasać korowód udał się do sali szkolnej, gdzie czekał poczęstunek i wielkanocny żur, a uczestnicy mogli wymienić się wrażeniami.
Tegoroczne palenie żuru odbyło się w Zielonej Wsi. W wielkoczwartkowy wieczór mieszkańcy udali się do kościoła parafialnego p.w. św. Floriana na mszę świętą upamiętniającą ustanowienie sakramentów Eucharystii i kapłaństwa. Po nabożeństwie pod kościołem utworzony został korowód, na czele którego szli muzycy przygrywający na dudach i skrzypcach, oraz członkowie zespołu w strojach ludowych biorący udział w inscenizacji zwyczaju. W dalszej kolejności podążali mieszkańcy i goście.
Zgodnie ze scenariuszem główną rolę w zwyczaju odegrała grupa chłopców, którzy wybrali spośród siebie najmłodszego, biorącego udział w zwyczaju po raz pierwszy. Musiał on nieść na plecach gliniany garnek z żurem, którego należało się pozbyć. To symboliczne pożegnanie znienawidzonej potrawy, która była głównym pożywieniem chłopów w okresie Wielkiego Postu. Gdy chłopiec z żurem na plecach zbliżył się do wykopanego dołka, garnek niespodziewanie został rozbity. Zwyczajowo żur oblewał ofiarę. Starsi chłopcy pocieszali nowicjusza, że za rok, to on będzie kopał dołek, a oblany zostanie ktoś inny. Po rozpaleniu ogniska chłopcy podpalali stare miotły, którymi zataczali ogniste kręgi.
Widowisku towarzyszyły pokazy ludowych tańców i pieśni śpiewane przez grupę dziewcząt. Jedna z nich smagała chłopców po nogach gałązką. W polskiej tradycji takie rytualne uderzanie miało zapewnić zdrowie i witalność w nadchodzącym roku. Przy dźwiękach dud i skrzypiec pary wirowały na tle zachodzącego słońca.
Jednym z ważniejszych elementów wydarzenia było rozpalenie przygotowanego wcześniej dużego stosu drewna, nad którego przebiegiem czuwali strażacy. Palenie ognisk w Wielki Czwartek to zwyczaj popularny na Hazach/Chazach do dziś, o czym zaświadczyć mogły widoczne na horyzoncie ogniska palone w pobliskich wsiach. Jak mówią mieszkańcy palono w nich niepotrzebne rzeczy zebrane podczas wiosennych porządków. Strzelające na wiele metrów w górę płomienie, blask ognia i rozchodzące się ciepło tworzyły niezwykłą atmosferę wiosennego wieczoru. Gdy ogień zaczął przygasać korowód udał się do sali szkolnej, gdzie czekał poczęstunek i wielkanocny żur, a uczestnicy mogli wymienić się wrażeniami.