Pochód smolorzy w Chojnie
Pochód smolorzy to zwyczaj, który na chazackich wsiach żywy był jeszcze w pierwszych latach po II wojnie światowej, a w niektórych miejscowościach kontynuowany jest do dziś.
Zwyczaj miał miejsce w drugi dzień świąt, a organizowany był przez chłopców, którzy przystrajali przodek wozu zielonymi gałązkami i obchodzili wieś trąbiąc na wierzbowych tutkach. Centralną postacią pochodu był smolorz oraz jego towarzysze wysmarowani sadzą lub błotem, które nosili w starych garnkach. Brudzili wychodzących przed domy mieszkańców, dziewczęta i mijane płoty. W pochodzie udział brali przebierańcy, m. in. „dziad i baba”. Wizyty u kolejnych gospodarzy pełne były śpiewu, tańca i żartów. Smolorze zbierali do koszyka dary, jajka i łakocie, które następnie dzielili między sobą. Badacze interpretują zwyczaj jako związany z dawnym wiosennym świętem pasterskim lub też ze smolarzami, którzy rozwozili po wsi produkty gospodarki leśnej.
Pochód smolorzy, który tego roku odbył się w Chojnie w Zielone Świątki, zorganizowany został przez Koło Gospodyń i Gospodarzy Wiejskich w Chojnie, Stowarzyszenie „Co się to porobi” oraz Regionalny Zespół „Chojnioki”.
Przygotowany został plakat, informujący o wydarzeniu i zachęcający do zgłaszania chęci przyjęcia smolorzy. Były też zapisy, ale też niektórzy mieszkańcy już wiedzą, że tradycja jest i sami się pytają, czy w tym roku pójdą smolarze, bo by chętnie przyjęli. Ale liczymy, że z biegiem lat będzie coraz więcej osób, które będą chciały tych smolarzy przyjmować. (Tobiasz Maciejak)
Uczestnicy zebrali się pod figurą biskupa Jana Chojeńskiego w okolicach kościoła pw. Wszystkich Świętych w Golejewku o godzinie 13.00. Pochód składający się z kilkunastu mieszkańców, w tym chłopców wcielających się w rolę smolorza, baby, dziada, woźnicy, osób w strojach regionalnych, dzieci w przebraniach, harmonisty, w asyście bryczki zaprzężonej w dwa konie, wyruszył w kierunku Chojna. Grupa wyposażona była w wózek przystrojony zielonymi gałązkami wierzbowymi i brzozowymi oraz kolorowymi wstążkami, na którym wieziony był garnek z sadzą oraz dary. Obowiązkowym rekwizytem były również tutki z kory wierzby, przygotowane tradycyjnym sposobem przez Janusza Turbańskiego, na których głośno trąbiono oznajmiając nadejście Smolorzy. Gdy grupa zatrzymywała się w gospodarstwach mieszkańcy wychodzący przed domy mieli smolone twarze. Przybysze w wesołej atmosferze wygłaszali przygotowaną orację, śpiewali pieśni, porywali do tańca w rytm przygrywającej harmonii. Następnie otrzymywali podarunki w formie jajek, placka, wódki czy innych łakoci. Wielu starszych gospodarzy wspominało smolorzy ze swoich młodych lat.
Niektórzy gospodarze też uczestniczyli jak byli młodsi w takich pochodach, sami się sadzą smarowali, rzucali błotem, więc dla nich też jest fajne zobaczyć, jak się to zmieniło z biegiem lat, ale też jak... my też chcemy to reaktywować, ale zarazem trochę unowocześnić. (Tobiasz Maciejak)
Mieli wapno, bryczkę, wiadra z błotem, no i rzucali tym wapnem na płoty, nie? Mieli taką mleczarkę [wózek] i duże gałęzie wierzbowe. Na ogrodzie przywieźliśmy wierzby i tam u nas robili sobie wózek. Gdzie otwarte, to wjeżdżali. Były trąbki z wierzby. (mieszkanka Chojna)
Ze względu na nadchodzącą ulewę ostatnie gospodarstwo odwiedzono w dużym pośpiechu. Wszyscy ruszyli pod wiatę w pobliżu wiejskiej sali, gdzie przygotowano poczęstunek dla uczestników. Zadowoleni z przebiegu pochodu mieszkańcy wymieniali spostrzeżenia i wspólnie biesiadowali.
Zwyczaj miał miejsce w drugi dzień świąt, a organizowany był przez chłopców, którzy przystrajali przodek wozu zielonymi gałązkami i obchodzili wieś trąbiąc na wierzbowych tutkach. Centralną postacią pochodu był smolorz oraz jego towarzysze wysmarowani sadzą lub błotem, które nosili w starych garnkach. Brudzili wychodzących przed domy mieszkańców, dziewczęta i mijane płoty. W pochodzie udział brali przebierańcy, m. in. „dziad i baba”. Wizyty u kolejnych gospodarzy pełne były śpiewu, tańca i żartów. Smolorze zbierali do koszyka dary, jajka i łakocie, które następnie dzielili między sobą. Badacze interpretują zwyczaj jako związany z dawnym wiosennym świętem pasterskim lub też ze smolarzami, którzy rozwozili po wsi produkty gospodarki leśnej.
Pochód smolorzy, który tego roku odbył się w Chojnie w Zielone Świątki, zorganizowany został przez Koło Gospodyń i Gospodarzy Wiejskich w Chojnie, Stowarzyszenie „Co się to porobi” oraz Regionalny Zespół „Chojnioki”.
Przygotowany został plakat, informujący o wydarzeniu i zachęcający do zgłaszania chęci przyjęcia smolorzy. Były też zapisy, ale też niektórzy mieszkańcy już wiedzą, że tradycja jest i sami się pytają, czy w tym roku pójdą smolarze, bo by chętnie przyjęli. Ale liczymy, że z biegiem lat będzie coraz więcej osób, które będą chciały tych smolarzy przyjmować. (Tobiasz Maciejak)
Uczestnicy zebrali się pod figurą biskupa Jana Chojeńskiego w okolicach kościoła pw. Wszystkich Świętych w Golejewku o godzinie 13.00. Pochód składający się z kilkunastu mieszkańców, w tym chłopców wcielających się w rolę smolorza, baby, dziada, woźnicy, osób w strojach regionalnych, dzieci w przebraniach, harmonisty, w asyście bryczki zaprzężonej w dwa konie, wyruszył w kierunku Chojna. Grupa wyposażona była w wózek przystrojony zielonymi gałązkami wierzbowymi i brzozowymi oraz kolorowymi wstążkami, na którym wieziony był garnek z sadzą oraz dary. Obowiązkowym rekwizytem były również tutki z kory wierzby, przygotowane tradycyjnym sposobem przez Janusza Turbańskiego, na których głośno trąbiono oznajmiając nadejście Smolorzy. Gdy grupa zatrzymywała się w gospodarstwach mieszkańcy wychodzący przed domy mieli smolone twarze. Przybysze w wesołej atmosferze wygłaszali przygotowaną orację, śpiewali pieśni, porywali do tańca w rytm przygrywającej harmonii. Następnie otrzymywali podarunki w formie jajek, placka, wódki czy innych łakoci. Wielu starszych gospodarzy wspominało smolorzy ze swoich młodych lat.
Niektórzy gospodarze też uczestniczyli jak byli młodsi w takich pochodach, sami się sadzą smarowali, rzucali błotem, więc dla nich też jest fajne zobaczyć, jak się to zmieniło z biegiem lat, ale też jak... my też chcemy to reaktywować, ale zarazem trochę unowocześnić. (Tobiasz Maciejak)
Mieli wapno, bryczkę, wiadra z błotem, no i rzucali tym wapnem na płoty, nie? Mieli taką mleczarkę [wózek] i duże gałęzie wierzbowe. Na ogrodzie przywieźliśmy wierzby i tam u nas robili sobie wózek. Gdzie otwarte, to wjeżdżali. Były trąbki z wierzby. (mieszkanka Chojna)
Ze względu na nadchodzącą ulewę ostatnie gospodarstwo odwiedzono w dużym pośpiechu. Wszyscy ruszyli pod wiatę w pobliżu wiejskiej sali, gdzie przygotowano poczęstunek dla uczestników. Zadowoleni z przebiegu pochodu mieszkańcy wymieniali spostrzeżenia i wspólnie biesiadowali.