Tabor Wielkopolski na Biskupiźnie
Południowo-zachodnia Wielkopolska to region, w którym do dziś są żywe tradycje muzyczno-taneczne. Umiejętności gry na instrumentach, takich jak dudy czy skrzypce podwiązane, znajomość przyśpiewek, a także zestawów tańców, uzyskiwane i doskonalone są w bezpośrednim przekazie od starszych mieszkańców wsi.
Choć muzyczne zdolności posiadają nieliczne osoby, starają się one dbać o to, aby tradycje nie zaginęły. Głównym sposobem jest ich popularyzacja i kształcenie młodego pokolenia. Osiągnięcie odpowiedniego poziomu bywa długotrwałe, wymaga zaangażowania i wielu poświęceń, daje jednak ogromną satysfakcję. Dzięki działalności regionalnych zespołów folklorystycznych powstają dziecięce grupy, w których kształcone jest przyszłe pokolenie.
Nowatorskie i atrakcyjne sposoby przekazywania wiedzy o niematerialnym dziedzictwie kulturowym, oparte na bezpośrednim przekazie, wykorzystywane są podczas Taboru Wielkopolskiego - letniej szkoły tradycji, która od lat organizowana jest w Starej Krobii przez Biskupiański Zespoł Folklorystyczny z Domachowa i Okolic. Tabor oferuje liczne warsztaty, kontakt z twórcami, potańcówki przy muzyce tradycyjnej, naukę przyśpiewek i gry na instrumentach, jak dudy czy skrzypce podwiązane.
O dudziarzach:
Dawni dudziarze to byli swego rodzaju celebryci, tacy showmani, bardzo ważni w społeczeństwie, ponieważ oni zapewniali rozrywkę, muzykę. Jak był dudziarz we wsi, to wiadomo, że mogła być jakaś zabawa, wieczorami, przy muzyce. Ludzie garnęli się do takiego ogniska, przy muzyce, przy kapeli […] To także była osoba, która zapewniała byt rodzinie, bo to były osoby bardzo dobrze zarabiające na tamte czasy. Byli modni, byli na topie ponieważ przemieszczali się, bywali między różnymi ludźmi, w różnych środowiskach, często wyjeżdżali na okres letni, pogrywali w kurortach zarobkowo. (Michał Umławski)
O grze na dudach:
Trudność polega na tym [gry na dudach], aby wszystkie czynności skoordynować, zsynchronizować, a do tego jeszcze wiedzieć co się gra, ponieważ nie ma nut, które można przeczytać, przypomnieć sobie. Trzeba zagrać melodię, którą ma się w głowie. Istotna jest relacja tancerzy i osób, które przyśpiewują, z kapelą. Zawsze było tak, że podchodził, zaśpiewał i kapela miała zagrać to, co on zaśpiewał. To pozwalało dudziarzom nie mylić się przy takim dużym zasobie repertuaru. (Michał Umławski)
O budowie dud:
Czymś innym jest zbudować dudy, odtworzyć pewne elementy, spiąć je w całość, bo to wydaje się dość proste (3 deseczki obite skórą, ma to być szczelne i dmuchać powietrze i grać), ale trudniejszy etap, to sprawić by ten zlepek metalu, drewna i skóry stał się pełnowartościowym instrumentem, żeby grał i brzmiał, a przede wszystkim stroił. (Michał Umławski)
Dudy na weselach:
Ostatnie wesele [w Bukówcu Górnym], które mówi się, że było wyłącznie po dudach, to w 1947 roku było. Całe wesele grali tylko dudziarze. Natomiast długo jeszcze były takie wesela, gdzie musiały być te dudy, prowadziły z kościoła. No, ale potem już wchodziły dodatkowo instrumenty, skrzypce, bandonia, potem akordeon. Powiedziałabym, że jeszcze w latach 50., jeszcze dudy grały, albo przynajmniej pojawiały się jakieś epizody przy oczepinach. Ludzie chcieli, żeby jeszcze po tych dudach, ci najstarsi. Albo mama z tatą jeszcze by chcieli, to jeszcze zawsze te dudy grały. Bo ci, którzy tworzyli późniejsze kapele, to byli dudziarze, grali na dudach i grali na innych instrumentach. Ale im bardziej już się wykruszały te kapele dudziarskie, to tym mniej było tego grania na dudach na weselach. No, a potem już się stało tak, jak chciało się mieć dudy, to trzeba było dudziarzy poszukać, żeby zagrali i do dzisiaj tak jest, że grają na weselach, nie? Szczególnie pod kościołem gramy, potem przychodzimy z kapelą dudziarską na pół godziny, na godzinę, żeby pograć. Ci, którzy biorą ślub, na przykład tańczą w zespole, czy lubią taką muzykę, to sobie zapraszają. (Zofia Dragan)
Pieśni:
Znam wiele pieśni, oczywiście nie tyle co pani Ania [Chuda], bo mój zeszyt na przykład zawiera niecałe dwieście, gdzie pani Ania ma na przykład kilka zeszytów, to jeszcze takich dużych. I ona te przyśpiewki umie na pamięć. Ja staram się zapamiętywać też, bo wiadomo, zapis w zeszycie, a w głowie, to są dwie różne rzeczy. Najciężej jest się nauczyć melodii. Niektóre ciężej się śpiewa, niektóre się bardzo leciutko śpiewa. No i wiadomo - gwara. Trzeba się też jej wyuczyć. Najłatwiej jest mi nauczyć się na nagraniach, bo jak jest nagranie, to wtedy jakoś jest i tempo, jest ta gwara i ta melodia. (Maria Polowczyk)
Tańce biskupiańskie:
Pierwszy jest wiwat. Wiwat to jest najszybszy taniec u nas. Później jest przodek, czyli to tańczy jedna para, a panowie im przyklaskują, służą do przodka. No i później są dwa równe, czyli oberki. Jeden jest w jedną stronę, drugi jest w drugą stronę. No i na końcu jest siberek. No i wiadomo, do wszystkich tych tańców, oprócz siberka, ci co tańczą muszą, zazwyczaj to była kawalerka, panowie, oni muszą kapeli zaśpiewać, co oni mają zagrać. (Maria Polowczyk)
Choć muzyczne zdolności posiadają nieliczne osoby, starają się one dbać o to, aby tradycje nie zaginęły. Głównym sposobem jest ich popularyzacja i kształcenie młodego pokolenia. Osiągnięcie odpowiedniego poziomu bywa długotrwałe, wymaga zaangażowania i wielu poświęceń, daje jednak ogromną satysfakcję. Dzięki działalności regionalnych zespołów folklorystycznych powstają dziecięce grupy, w których kształcone jest przyszłe pokolenie.
Nowatorskie i atrakcyjne sposoby przekazywania wiedzy o niematerialnym dziedzictwie kulturowym, oparte na bezpośrednim przekazie, wykorzystywane są podczas Taboru Wielkopolskiego - letniej szkoły tradycji, która od lat organizowana jest w Starej Krobii przez Biskupiański Zespoł Folklorystyczny z Domachowa i Okolic. Tabor oferuje liczne warsztaty, kontakt z twórcami, potańcówki przy muzyce tradycyjnej, naukę przyśpiewek i gry na instrumentach, jak dudy czy skrzypce podwiązane.
O dudziarzach:
Dawni dudziarze to byli swego rodzaju celebryci, tacy showmani, bardzo ważni w społeczeństwie, ponieważ oni zapewniali rozrywkę, muzykę. Jak był dudziarz we wsi, to wiadomo, że mogła być jakaś zabawa, wieczorami, przy muzyce. Ludzie garnęli się do takiego ogniska, przy muzyce, przy kapeli […] To także była osoba, która zapewniała byt rodzinie, bo to były osoby bardzo dobrze zarabiające na tamte czasy. Byli modni, byli na topie ponieważ przemieszczali się, bywali między różnymi ludźmi, w różnych środowiskach, często wyjeżdżali na okres letni, pogrywali w kurortach zarobkowo. (Michał Umławski)
O grze na dudach:
Trudność polega na tym [gry na dudach], aby wszystkie czynności skoordynować, zsynchronizować, a do tego jeszcze wiedzieć co się gra, ponieważ nie ma nut, które można przeczytać, przypomnieć sobie. Trzeba zagrać melodię, którą ma się w głowie. Istotna jest relacja tancerzy i osób, które przyśpiewują, z kapelą. Zawsze było tak, że podchodził, zaśpiewał i kapela miała zagrać to, co on zaśpiewał. To pozwalało dudziarzom nie mylić się przy takim dużym zasobie repertuaru. (Michał Umławski)
O budowie dud:
Czymś innym jest zbudować dudy, odtworzyć pewne elementy, spiąć je w całość, bo to wydaje się dość proste (3 deseczki obite skórą, ma to być szczelne i dmuchać powietrze i grać), ale trudniejszy etap, to sprawić by ten zlepek metalu, drewna i skóry stał się pełnowartościowym instrumentem, żeby grał i brzmiał, a przede wszystkim stroił. (Michał Umławski)
Dudy na weselach:
Ostatnie wesele [w Bukówcu Górnym], które mówi się, że było wyłącznie po dudach, to w 1947 roku było. Całe wesele grali tylko dudziarze. Natomiast długo jeszcze były takie wesela, gdzie musiały być te dudy, prowadziły z kościoła. No, ale potem już wchodziły dodatkowo instrumenty, skrzypce, bandonia, potem akordeon. Powiedziałabym, że jeszcze w latach 50., jeszcze dudy grały, albo przynajmniej pojawiały się jakieś epizody przy oczepinach. Ludzie chcieli, żeby jeszcze po tych dudach, ci najstarsi. Albo mama z tatą jeszcze by chcieli, to jeszcze zawsze te dudy grały. Bo ci, którzy tworzyli późniejsze kapele, to byli dudziarze, grali na dudach i grali na innych instrumentach. Ale im bardziej już się wykruszały te kapele dudziarskie, to tym mniej było tego grania na dudach na weselach. No, a potem już się stało tak, jak chciało się mieć dudy, to trzeba było dudziarzy poszukać, żeby zagrali i do dzisiaj tak jest, że grają na weselach, nie? Szczególnie pod kościołem gramy, potem przychodzimy z kapelą dudziarską na pół godziny, na godzinę, żeby pograć. Ci, którzy biorą ślub, na przykład tańczą w zespole, czy lubią taką muzykę, to sobie zapraszają. (Zofia Dragan)
Pieśni:
Znam wiele pieśni, oczywiście nie tyle co pani Ania [Chuda], bo mój zeszyt na przykład zawiera niecałe dwieście, gdzie pani Ania ma na przykład kilka zeszytów, to jeszcze takich dużych. I ona te przyśpiewki umie na pamięć. Ja staram się zapamiętywać też, bo wiadomo, zapis w zeszycie, a w głowie, to są dwie różne rzeczy. Najciężej jest się nauczyć melodii. Niektóre ciężej się śpiewa, niektóre się bardzo leciutko śpiewa. No i wiadomo - gwara. Trzeba się też jej wyuczyć. Najłatwiej jest mi nauczyć się na nagraniach, bo jak jest nagranie, to wtedy jakoś jest i tempo, jest ta gwara i ta melodia. (Maria Polowczyk)
Tańce biskupiańskie:
Pierwszy jest wiwat. Wiwat to jest najszybszy taniec u nas. Później jest przodek, czyli to tańczy jedna para, a panowie im przyklaskują, służą do przodka. No i później są dwa równe, czyli oberki. Jeden jest w jedną stronę, drugi jest w drugą stronę. No i na końcu jest siberek. No i wiadomo, do wszystkich tych tańców, oprócz siberka, ci co tańczą muszą, zazwyczaj to była kawalerka, panowie, oni muszą kapeli zaśpiewać, co oni mają zagrać. (Maria Polowczyk)